Ocieplenie przez oziębienie
Mokre lata, długie niby-zimy, bez porządnej jesieni i bez wiosny. Wpadamy z niby-zimy w niby-lato.
To punkt widzenia szarej myszki, biednego konsumenta usługi pn. pogoda. Ale z punktu widzenia świadomego obywatela muszę przyjąć lub nie przyjmować do wiadomości informacji, które do mnie docierają. A tu widzę spór tych, którzy z ochrony klimatu uczynili religię i to mocno sekciarską i tych, którzy zwalczają pogląd, jakoby groziło nam cos strasznego z powodu np. emisji gazów cieplarnianych.
Jedni mówią: "Katastrofa! Topią się lody Arktyki! Rośnie poziom mórz, nawiedzają nas coraz gwałtowniejsze zjawiska klimatyczne."
Inni wołają: "Bez paniki. Globalne ocieplenie jest efektem naturalnych cyklów, a człowiek choćby nie wiadomo co wyprawiał i tak nie jest w stanie swoją działalnością namieszać w tym generalnym planie natury.
Nie mogę wskazać, kto ma rację. Może warto po prostu przestrzegać prostej zasady: nie śmieć, nie rzucaj papierków pod nogi, jeśli nie musisz - nie obżeraj się. W skali jednostki są to proste i zbawienne wzorce zachowań. W skali globalnej jednak to jest problem, bo jeśli jest prawdą, że nie mamy wpływu na zmiany klimatyczne, to czy gigantyczne środki przeznaczane na zmniejszenie emisji CO2 nie są przypadkiem wyrzucaniem pieniędzy w błoto, gdy tymczasem świat woła o zaspokojenie innych - równie dramatycznie ważnych potrzeb? Na przykład kwestia edukacji w najbiedniejszych krajach, epidemia AIDS w Afryce i inne?
Czy czuję zmiany klimatu? Nie czuję.